Aktualności
Radomskie Spotkania Podróżników
15.01.2010
Jak to Larsen Horn trawersował...
12.10.2009
Kurs na Horn. Dziennik z rejsu. Już w księgarniach!
22.09.2009
Magellan i Horn
29.01.2009
Ostatni rejs Bona Terry
17.03.2008

 




Strona magazynu
Ostatni rejs Bona Terry
Kapitan Janusz Słowiński został uratowany, a jacht Bona Terra, którym płynął w kierunku Wyspy Wielkanocnej, zatonął w odległości około 8 mil od Przylądka Horn. Wydarzenie miało miejsce 13 marca 2008 roku.

Ambasada RP w stolicy Chile - Santiago otrzymała od centrum ratownictwa morskiego (MRCC) wiadomość, o podjęciu przez chilijską marynarkę wojenną akcji ratowniczej, po tym jak pomocy wzywał Janusz Słowiński.



- Kapitan Słowiński, po wyjściu z portu w Puerto Williams, płynął samotnie jachtem Bona Terra, kierując się na Wyspę Wielkanocną. W okolicach Przylądka Horn dostał się w bardzo trudne warunki. Prędkość wiatru przekraczała 180 kilometrów na godzinę, zaś wysokość fal dochodziła do 10 metrów.

Kuter B/F Antarctic Bay w pobliżu tonącego jachtu Bona Terra


Po tym, jak złamały się oba maszty, uszkodzeniu uległ kadłub, a jacht nabierał wody, kapitan Słowiński wezwał pomoc przez radio - powiedziała sekretarz ambasady Anna Iwanicka Akcję ratunkową prowadziła chilijska marynarka wojenna z zaangażowaniem lotnictwa, a także znajdujących się w tym rejonie statków oraz innych jednostek. Ostatecznie polskiego żeglarza podjął na pokład kuter rybacki Antartic Bay. Kapitan Słowiński, mocno wychłodzony trafił do szpitala w Puerto Williams. Stan jego zdrowia lekarze ocenili jako dobry.


kpt. Janusz Słowiński - Yachtmaster Offshore


- Kiedy rozmawiałam z nim o jachcie, wyraził przypuszczenie, że mógł on zatonąć. Jednak do tej pory MRCC tego nie potwierdziło. Bardzo trudne warunki wykluczyły możliwość ratowania jednostki - zakończyła sekretarz ambasady.


Niedawno kecz Bona Terra, którą dowodził Janusz Słowiński z JKMW Kotwica Gdynia (laureat Nagrody Honorowej TVP S.A. Rejs Roku 2006), wpisała się w historię polskiego żeglarstwa najdalszym rejsem na południe, w ostatnim etapie wyprawy Sails on Antarctica. Z końcem lutego Andrzej Kucharczyk, Tomasz Józik, Dominik Grott, Zbigniew Romanowski i Krzysztof Dębek dopłynęli do Wyspy Aleksandra (dawniej Ziemia Aleksandra I) i jako pierwsi w historii polskiego żeglarstwa morskiego pokonali 68 stopień szerokości południowej.

Podobnym osiągnięciem może poszczycić się tylko jeden polski jacht - Gedania, który w 1976 roku przekroczył koło podbiegunowe, ale nie dotarł poza 68. równoleżnik.

14-metrowy kecz Bona Terra zbudowany w 1995 roku (długość 14 m, szerokość 4 m, zanurzenie 1,9 m, powierzchnia żagli 80 m kw.) miał w swej historii kilka znaczących sukcesów, m.in. opłynięcie globu trasą passatową (1996-2001) i dwukrotne okrążenie Przylądka Horn (2005-2006).

wg PAP, ABa /14.03.2008 23:05





Tytuł:
Zatonięcie blisko Hornu (Teleexpress 15 III 2008)
Jednostka: s/y Bona Terra
Wersja językowa: polska
Czas trwania: 44 s
Rozmiar pliku: 2.62 MB
Format pliku: Windows Media Video (wmv)

 

 





Oto pierwsze sygnały o wypadku:

Położyło go i zrobiła się pierwsza wywrotka, jacht się podniósł. Po pewnym czasie zrobiła się druga wywrotka, stracił dwa maszty.

Krystyna Słowińska - żona kapitana jachtu



Znamy już nieco szczegółów - Janusz trafił pod Hornem na sztorm z wiatrem dochodzącym w porywach do 188 km/h. przy fali przekraczającej 8 metrów. Jak podają źródła chilijskie (internetowe wydanie gazety "La Prensa Austral") po otrzymaniu sygnału alarmowego, wysłanego o 7 rano czasu chilijskiego na poszukiwanie wystartowały dwa samoloty, jednocześnie przekazano komunikat do dwóch statków znajdujących sie w tym sektorze. Niestety - stan morza nie pozwolił im podjąć akcji - zachodziła obawa, że dysproporcja wielkości jednostek może doprowadzić do efektów odwrotnych od zamierzonych. W tej sytuacji w rejon gdzie znajdowała się Bona Terra skierowano kuter wojskowy, który ewakuował Janusza. O 11.00 dotarł do jachtu. O 19.00 czasu chilijskiego trafił do szpitala w Puerto Williams. Stan jego zdrowia nie budzi zastrzeżeń. O losach jachtu Chilijczycy nie informują.

A. Kucharczyk



Janusz Słowiński samotnie wypłynął w czwartek z Ushuai do Puerto Williams. Po dotarciu na miejsce wyruszył dalej w sobotę i pokonał samotnie przylądek Horn, ze wschodu na zachód 11 marca, jako drugi polak w historii. Zbyszek Romanowski przesłał mu około 0100 12 marca smsem prognozę pogody a wg. niej miało być: widzialnosć 6 - 10 km wiatr N - NW 35 - 45 kt, dochodzący miejscami do 70 kt, fale 5,5 - 7 m. 13 marca około godz. 0600 naszego czasu, Janusz uruchomił pławę EPIRB. Około grodz 13 naszego czasu zabrał go na pokład chilijski kuter rybacki. Janusz uruchomił także tratwę, ale nie był w stanie utrzymać jej w pobliżu jachtu i zabrał ją wiatr. Działo się to około 8 Nm. na S od przylądka Horn. Przybliżona ostatnia pozycja jachtu 56 07 S 67 15 W. Następnie z kutra rybackiego Janusz przesiadł się na kuter chilijskiej straży przybrzeżnej. Około 0830 Janusz był już w szpitalu w Puerto Williams. Stan zdrowia zadowalający. Marynarka Chile nie podjęła sie ratowana jachtu. Jacht ma złamane oba maszty, uszkodzony kadłub i nieznane są jego dalsze losy.

Andrzej Mesojed



W wolnym tłumaczeniu (przepraszam, że nie dokładnie i niekoniecznie poprawnie językowo, ale mam mało czasu, więc piszę jak leci: Odwaga żeglarzy nie zna limitów, kiedy w grę wchodzi stawienie czoła mitycznemu i światowej sławy przylądkowi Horn. Niestety, ten południowy kamień milowy naszej geografii mógł stać się wczoraj epicentrum tragedii, po tym jak samotny polski żeglarz utracił kontrolę nad swoim jachtem po utracie dwóch masztów. Żeglarz został zidentyfikowany jako Janusz Roman Stowinski, 55 lat, który wypłynął w ostatnią sobotę 8 z Puerto Williams na swoim jachcie pełnomorskim" Bona Terra", 13,88 metrów długości. Według informacji pozostawionych przed wypłycięciem, kierował się na przylądek Horn, mając późniejszych planach Isla de Pascua (Wyspę Wielkanocną) i ostatecznie Polinezję Francuską.


Jacht Bona Terra kilka dni przed wypadkiem

Zła pogoda i ekstremalne warunki pogodowe miały na ten temat inne zdanie. Ciąg wydarzeń rozpętał się wczoraj o świcie, kiedy to rejestrowano wiatry o prędkości 50-60 węzłów (92-111 km/h), sięgających okazjonalnie do nawet 102 węzłów (188,9 km/h). O 7 rano aktywowana została pława ratunkowa (wiecie o co chodzi - EPIRB pewnie), podczas gdy płynęła około 17 kilometrów na południe od przylądka Horn. Złe warunki meteorologiczne obecne w tamtym sektorze spowodowały złamanie grotmasztu z włókna szklanego, stawiając jacht w dryfie. Natychmiast, III Zona Naval (III Strefa Morska) aktywowała Servicio de Búsqueda y Salvamento Marítimo Zonal (Służbę Poszukiwawczo-Ratunkową Morskiej Strefy), uruchamiajac samolot poszukiwawczy P-111 z Punta Arenas wraz ze statkiem patrolowym Isaza. Droga powietrzno-morską starano się utrzymać dokładną pozycję jachtu, aby móc uratować załoganta. Symultanicznie, poproszono o pomoc w ratowaniu statki handlowe, które znajdowały się we wspomnianym sektorze, i udało się dowiedzieć o sytuacji frachtowca "Antarctic Bay" i "Faro de Hércules", które "dawały sobie radę" w sektorze Hornu. Odpowiedzieli natychmiast na wezwanie. O jedenastej samolotowi udało się zlokalizować jacht i dwie godziny później statki ratunkowe zbliżały się do jego pozycji. Anterctic Bay, 55 metrowy statek handlowy, zdołał uratować (nie bez trudności) Stowinskiego. O 13:20 statek rybacki znalazł się longside jachtu, ale nie mógł nic zdziałać z powodu 7 i 8 metrowych fal. Z pomocą lornetki udało się zlokalizować żeglarza na deku (?) i o 14:25 udało się wciagnąć go na pokład. Nie miał żadnych obrażeń, miał nałożony kombinezon nurkowy i silne bóle z lewej strony z powodu uderzeń/obić. O 19 Polak został przerzucony z frachtowca na patrolowiec Isaza, aby zawieźć go do Puerto Williams na kontrole medyczną i późniejsze sprawozdanie/złożenie świadectwa urzędowi morskiemu (itp). Ostrzega się statki w tamtym rejonie o obecności resztek dryfującego jachtu.

Miłosz Morgut



Na podstawie wiadomości zamieszczonych w dniu 14 marca 2008, w gazecie internetowej “La Prensa Austral” wydawanej w Punta Arenas:

Nieustraszoność żeglarzy nie zna ograniczeń kiedy chodzi o stawienie czoła mitycznemu i słynnemu na cały świat Przylądkowi Horn. Niemniej ten usytuowany na południu element naszej geografii mógł wczoraj stać się miejscem nieszczęścia kiedy to polski żeglarz zaczął dryfować po utracie dwu masztów swojego jachtu. Żeglarz został zidentyfikowany jako Janusz Roman Słowiński, 55 lat, który na swym pełnomorskim jachcie Bona Terra (długość 13,88m) opuścił w sobotę 8 marca kotwicowisko w Port Wiliams. Według miarodajnych informacji miał przejść koło Przylądka Horn w stronę Wyspy Wielkanocnej i Polinezji Francuskiej jako docelowych miejsc przeznaczenia. Jednakże zła pogoda i ekstremalne warunki wietrzne pokrzyżowały te zamiary. Pogorszenie pogody nastąpiło wczoraj o zmierzchu. Zanotowano stały wiatr o sile pomiędzy 50 do 60 węzłów i porywach do 102 węzłów. O godzinie 7 rano odebrano sygnały boi ratunkowej jachtu, kiedy jacht znajdował się w przybliżeniu 17 km na południe od Przylądka Horn. Panujące w tym rejonie złe warunki meteorologiczne spowodowały złamanie grotmasztu jachtu skonstruowanego z włókna szklanego i jego położenie się w dryf. W trybie natychmiastowym uruchomiono służbę poszukiwawczą III Strefy Marynarki Wojennej, a także służbę ratowniczą Strefy.




Zorganizowano wylot samolotu marynarki wojennej P - 111 z Punta Arenas i wypłynięcie statku patrolowego z Isaza w kierunku rejonu zdarzenia. Zadaniem samolotu było ustalenie dokładnej pozycji zagrożonego jachtu, by móc uratować załogę. Jednocześnie zażądano wsparcia statków handlowych płynących w tym rejonie. Udało się powiadomić o sytuacji statki przetwórnie Antarctic Bay i Faro de Hercules, które stawiały czoła złej pogodzie w rejonie Przylądka Horn. Te odpowiedziały natychmiast na wezwanie. Około godziny 11 samolot ustalił pozycję jachtu, a dwie godziny później na miejsce dotarły statki biorące udział w akcji ratowniczej. Statek przetwórnia Antarctic Bay o długości 52 m, choć nie bez trudności, uratował Słowińskiego. Około godziny 13:20 statek rybacki znalazł się w pobliżu jachtu, ale nie mógł wiele zdziałać wobec zagrożenia falami o wysokości 7 do 8 m. Przy pomocy lornetki ustalono, że żeglarz ma na sobie ubranie ratunkowe i około 14:25 udało się zabrać go na pokład. Żeglarz nie odniósł uszczerbku na zdrowiu ubrany w nieprzemakalny kombinezon, chociaż odczuwał silny ból w lewym boku z powodu doznanych uderzeń. Około godziny 19 Polak został przetransportowany ze statku przetwórni na statek patrolowy z Isaza, by dostarczyć go do Port Wiliams w celu dokonania badań lekarskich i zdania relacji z akcji ratowniczej. Powiadomiono również wszystkie statki w tym rejonie o dryfującym wraku jachtu.

zbigandrew



Myślę, że wyrażę uczucia załogi jachtu Selmy Expeditions (www.selmaexpeditions.com), która właśnie plywa w tych rejonach i jej ostatnia załoga powróciła z wyprawy na Antarktydę (przekraczając 24 lutego 70 stopień szerokości geograficznej), że jest nam bardzo przykro z powodu wypadku Janusza. Płynąc w lutym gratulowalismy Bona Terra sukcesu mając nadzieję, że spotkamy się w tamtych rejonach świata. Wczoraj Jerzy odwiedził Janusza w szpitalu w Puerto Wiliams...

ewas



Ostatni rejs "Bona Terry"

Pod takim tytułem ukazał się na rynku album będący zapisem słownym i fotograficznym wyprawy Sails on Antarctica 2007/2008. W trakcie ponad półrocznego rejsu jacht "Bona Terra" i jego załogi wymazały z polskich map żeglarskich wiele białych plam.
 
 
 
"Bona Terra" była pierwszym polskim jachtem, który dotarł do Georgii Południowej i zacumował w legendarnym Grytviken, pierwszym, który pokonał barierę 68 stopnia szerokości geograficznej południowej. W historii polskiego żeglarstwa nie było drugiego jachtu, który by tak często zmagał się z przeciwnościami natury u Przylądka Horn, niestety – jest także jedynym polskim jachtem, który przez Horn został pokonany.
 
Opis rejsu ilustrowany świetnymi zdjęciami, autentyczne wypisy z dziennika pokładowego, refleksje zarówno członków załogi jak i dowodzących poszczególnymi etapami sprawiają, że w trakcie lektury można poczuć autentyczny klimat długiego i trudnego oceanicznego rejsu. Książkę kończy wstrząsający zapis ostatnich dni jachtu i opis akcji ratunkowej, dzięki której ocalał prowadzący łódkę kpt. Janusz Słowiński. Dodatkowym walorem wydawnictwa jest płyta z dwoma filmami – z etapu na Georgię Południową i z trasy antarktycznej.
 
Książka do nabycia w księgarniach lub w cenie wydawcy 35 zł + koszt wysyłki
Zamówienia: ak@pajpress.com.pl
 


 
Jedna z wypraw, z Buenos Aires na Horn była też opisana m.in. przez kapitana Janusza Słowińskiego w przepięknym albumie-poradniku pt. "Pokonać Horn".


Drukuj